piątek, 26 czerwca 2015

Ostatnia szansa

W małej wiosce niedaleko od Słupska mieszkało młode małżeństwo, które starało się o dziecko. Basia zajmowała się domem, a jej mąż Tomasz miał dobrze prosperującą firmę dzięki, której było go stać na utrzymanie domu i rodziny.
Po dwóch latach od ślubu spełniło się ich marzenie i na świat przyszło ich oczekiwane dziecko. Było to dla nich wielkie szczęście, którym dzielili się z bliskimi i przyjaciółmi. Jak dziewczynka miała już kilka miesięcy to mężczyzna doszedł do wniosku, że nie do końca był przygotowany do roli ojca. Miał za złe żonie, że jest zbyt zafascynowana opieką nad córeczką, a jemu za mało poświęca czasu i uwagi co zaczęło prowadzić do konfliktów między nimi. On coraz częściej przebywał poza domem popadając w wir pracy. Kobieta obserwując jego zachowanie zastanawiała się czy postąpiła słusznie wychodząc za niego za mąż. Jednak postanowiła na razie nie dzielić się z nikim swoimi przemyśleniami tylko chciała poczekać na to co dalej czas pokaże. Chcąc odpędzić od siebie czarne myśli bawiła się z Amelką zabawkami i układała puzzle dla dzieci.
Gdy Tomek wracał do domu to z dnia na dzień bywały między nimi coraz ostrzejsze awantury przez, które również cierpiała ich córka. Po którejś kłótni z kolei Basia stwierdziła, że jest tym wszystkim zmęczona i musi postanowić co zrobić z tym dalej. Jednak z czasem nic się nie zmieniało i powiedziała mężowi, że dłużej nie może tkwić w takim związku. Uważa, że w tej sytuacji najlepszym wyjściem będzie jeśli się rozstaną i każde z nich ułoży sobie życie na nowo. Mężczyzna po tych słowach przestraszył się, że może je stracić i nie chcąc dopuścić do takiej sytuacji przeanalizował swoje zachowanie prosząc żonę o ostatnią szansę. Ona nie bardzo wierzyła w jego przemianę, ale dla dobra dziecka postanowiła zaryzykować.
Po dłuższym czasie doszła do wniosku, że warto było nie przekreślać rodziny, bo ponownie stali się sobie bliscy i wiedli spokojne, szczęśliwe życię.

czwartek, 25 czerwca 2015

Jubileusz

Niebawem Danuta i Ryszard mieli obchodzić swoją 30 rocznicę ślubu. Z tej okazji postanowili przygotować wystawny obiad na, który zaprosili dzieci z rodzinami. Początkowo miał się odbyć w restauracji, ale kobieta doszła do wniosku, że wszystkim najlepiej będą smakowały dania przez nią zrobione. Gdy powiedziała o tym córce to ona zaoferowała swoją pomoc. Razem przeglądały przepisy i wybierały potrawy, których dawno nie jedli. Debiutem kulinarnym miał być nadziewany kurczak, który zostanie przygotowany przez Dankę, która o tym nikomu nie powiedziała.
W dzień obiadu od samego rana kobieta spędzała w kuchni przygotowując pysznego kurczaka. Umyła go osuszyła papierowymi ręcznikami i natarła przyprawami. Kiełbasę białą wycisnęła ze skórki i przełożyła do salaterki. Jabłko obrała i pokroiła w drobną kostkę. Cebulę obrała i pokroiła w kosteczkę. Do kiełbasy dodała pokrojone składniki oraz łyżeczkę majeranku, łyżkę bułki tartej i dwie łyżki mleka. Wszystko razem starannie wymieszała. Farsz włożyła do kurczaka, a następnie spięła go wykałaczkami tak żeby z niego nic nie wyleciało. Boczek pokroiła w plasterki, które położyła na piersiach i udkach kurczaka. Włożyła go do naczynia żaroodpornego i piekła półtorej godziny.
Jak cała rodzina zaczęła się zjeżdżać to obiad był już prawie gotowy. Zanim wszyscy zasiedli do stołu to złożyli małżeństwu życzenia i wręczyli prezent, którym był tygodniowy pobyt w Kołobrzegu. Byli oni zachwyceni takim pomysłem, bo dawno nigdzie nie wyjeżdżali i przyda im się taki odpoczynek. Po obiedzie, którym wszystkim smakował dzieci ruszyły do zabawy włączając w to również dorosłych, którzy pomagali im układać puzzle, a kilka osób grało w gry planszowe. Taka fajna impreza trwała do późnego wieczoru, ale nadszedł czas podziękować za przyjęcie, pożegnać się i wracać do domów.

środa, 24 czerwca 2015

Tajemnice barmanki

W barze od niedawna została zatrudniona 34-letnia Ewelina jako barmanka, która od razu wpadła w oko młodszemu od niej mężczyźnie pracującemu na tym samym stanowisku. Od samego początku szef nie darzył kobiety zbyt dużą sympatią i czepiał się o najdrobniejsze szczegóły. Michał z dnia na dzień zauważał, że jest ona coraz bardziej zrezygnowana i postanowił z nią porozmawiać. W ten sposób podniósł ją na duchu co sprawiło, że nie przejmowała się tak bardzo docinkami przełożonego i robiła to co do niej należy.
Któregoś dnia po zakończonej pracy barman zaproponował Ewelinie wspólny spacer na, którym będą mogli lepiej się poznać. Po tym spotkaniu widywali się coraz częściej i czuli, że może być z tego coś więcej niż przyjaźń. W Michale zaczął narastać niepokój i pojawiły się wątpliwości, gdy zaproponował, że odwiedzi ją w domu na co ona się nie zgodziła mówiąc, że to jeszcze za wcześnie. Mężczyzna chcąc poznać prawdę złożył barmance niezapowiedzianą wizytę. Gdy zapukał do drzwi i ona je otworzyła to przekonał się, że jedną z jej tajemnic jest chory syn. Był zły, że ukrywała to przed nim i przez jakiś czas myślał co ma zrobić. Nie chcąc zrezygnować ze znajomości zaakceptował ten fakt. Chciał zaprzyjaźnić się z chłopcem, który od początku go polubił. Spędzając razem czas świetnie się bawili grając w gry planszowe dla dzieci, układając puzzle i rozmawiając o sporcie. Ojciec Eweliny był przeciwny tej znajomości i wizytom Michała, któregoś razu wyrzucił go z mieszkania. Kobieta zerwała z partnerem kontakt nie odbierała telefonów, nie odpisywała na sms-y.
Pewnego dnia chłopiec sam do niego zadzwonił mówiąc, że jest chory. On natychmiast tam pojechał widząc zły stan zdrowia dziecka nie zważając na ich protesty zawiózł go do szpitala. Na miejscu okazało się, że brakuje dokumentów potwierdzających jego tożsamość. Ojciec widząc, że cała prawda wychodzi na jaw zdecydował się na szczerą rozmowę z Michałem podczas, której powiedział, że Ewelina nie mogąc mieć dzieci z rozpaczy uprowadziła malca.
Barman o wszystkim powiadomił policję, chłopca oddano do rodziców, a oni czekają na proces.

wtorek, 23 czerwca 2015

Baletnica

Rodzina od najmłodszych lat obserwowała Kingę, sposób w jaki się poruszała i każdy powtarzał, że rośnie z niej mała baletnica. Dziewczynka jak słyszała muzykę to podrygiwała w jej takt, a oglądając teledyski to próbowała naśladować tancerki w nich występujące. Ona jako dziecko bardzo szybko znudziła się zabawkami i układaniem puzzli dla dzieci, bo interesował ją ruch sceniczny. Rodzice sugerując się opinią bliskich zdecydowali, że zapiszą ją do szkoły baletu. Kinga chętnie chodziła na wszystkie zajęcia i robiła ogromne postępy. Podczas rozmów z koleżankami usłyszała jak jedna z nich powiedziała, że baletnica powinna być lekka jak piórko co wzięła do siebie i zaczęła unikać jedzenia.
Ojciec względem córki zaczął mieć chore ambicje i sam pilnował jej diety. Chciał żeby była najlepsza i w domu zmuszał ją do treningów, które ją wykańczały. Któregoś dnia na lekcjach baletu Kinga zemdlała i karetka zabrała ją do szpitala. Lekarz wezwał rodziców na rozmowę i powiedział, że ich dziecko jest niedożywione i jeśli będzie tak dalej to popadnie w anoreksje.
Matka od samego początku była przeciwna stosowaniu diety i o wszystko obwiniała męża. Miała pretensje, że dla niego liczy się tylko kariera, a nie zdrowie córki. Jednak on lekceważył zdanie kobiety twierdząc, że każda dziewczynka w jej wieku powinna być szczupła. Po upływie dwóch tygodni od wyjścia ze szpitala zauważył, że nabrała już sporo sił i nie chcąc tracić więcej czasu zmuszał ją do dalszych ćwiczeń. Ona obawiając się o swoje zdrowie nie chciała dłużej spełniać wymagań i oczekiwań ojca. Doszła do wniosku, że wystarczają jej zajęcia w szkole, a w domu chce normalnego rodzinnego życia.
Matka będąc po stronie córki i widząc jej wyczerpanie oświadczyła mężowi, że się wyprowadzą dając mu czas na przemyślenie swojego postępowania. Przestraszył się utraty najważniejszych kobiet w jego życiu i przeprosił Kingę za swoje zachowanie mówiąc, że jeśli kocha taniec to ma mu poświęcić tyle czasu ile uważa za stosowne.

czwartek, 18 czerwca 2015

Powołanie

Po długiej walce z chorobą ojciec Karoliny odszedł zostawiając ją i matkę. Dziewczyna z wielkim bólem w sercu i żalem początkowo nie mogła się z tym pogodzić dlaczego to akurat ich spotkało.
Po jakimś czasie wszystko zrozumiała, częściej zaczęła się modlić i chodzić do kościoła, bo czuła, że to przynosi jej ukojenie. Jednak matka nie była zachwycona jej głęboką wiarą w Boga, ponieważ uważała, że postąpił niesprawiedliwie zabierając im ukochaną osobę.
Rówieśnicy Karoliny brali czynny udział w życiu towarzyskim zauważając, że ona nie chce spędzać czasu tak jak oni.
Któregoś dnia oznajmiła swojej mamie, że nie pójdzie na studia tylko poświęci swoje życie Bogu i wstąpi do klasztoru. Po tych słowach między nimi wybuchła awantura i kobieta powiedziała, że zrobi wszystko aby odwieźć ją od tego pomysłu. Córka wyznała, że to jest jej powołanie i nie zmieni swojej decyzji. Pani Alina chcąc żeby ona nie została zakonnicą wynajęła mieszkanie dając jej w ten sposób dużo swobody. Dziewczynie wcale się to nie podobało, ale nie sprzeciwiając się matce tam zamieszkała. Nie miała zamiaru organizować żadnych imprez i zapraszać znajomych i wkurzało ją to, że Alina na siłę do jej domu sprowadzała przyjaciół. Karolina była też wolontariuszką odwiedzała rodziny, które potrzebowały pomocy, kupując dzieciom drobne zabawki, a spędzając z nimi czas układała puzzle dla dzieci.
Matka widząc, że jej starania nie przynoszą żadnych efektów chcąc zatrzymać ją przy sobie wymyśliła śmiertelną chorobę. Dziewczyna stwierdziła, że w takiej sytuacji musi odłożyć na jakiś czas pójście do zakonu i się nią zaopiekować. Pytała co mówią lekarze, ale ona nie chciała o tym rozmawiać co wzbudzało w niej lekki niepokój. Po południu wybrała się na zakupy i jak wróciła do domu to usłyszała rozmowę Aliny z koleżanką mówiąc jej, że okłamuje własne dziecko. Karolina weszła do pokoju i z wściekłością powiedziała, że już jej przy sobie nie zatrzyma.
Kobieta zrozumiała, że jeśli nie chce utracić córki to musi zaakceptować jej wybór i pozwolić iść własną drogą.

Praca magisterska

Kasia kończyła studia pedagogiczne i niedługo zbliżał się termin obrony pracy magisterskiej. Młoda studentka miała spore grono znajomych z którymi w weekendy chętnie spędzała wolny czas biorąc udział w różnych imprezach.
Pasją dziewczyny było gotowanie, które sprawiało jej wielką przyjemność i cieszyła się gdy jej potrawy smakowały każdemu kogo nimi poczęstowała. Miała nadzieję, że za pierwszym razem uda jej się zdać tak trudny egzamin i obiecała wszystkim, że jeśli tak się stanie to z tej okazji zorganizuje wystawne przyjęcie.
W końcu nadszedł dzień obrony, którym Kasia była bardzo zestresowana. Niepotrzebnie się denerwowała, bo uzyskała bardzo dobrą  ocenę i została panią magister. Wszyscy jej gratulowali i czekali na świętowanie sukcesu. Kobieta chcąc dotrzymać słowa zabrała się za przygotowywanie różnych pyszności. Upiekła kilka ciast, zrobiła parę dań mięsnych i wpadła na pomysł, że dobrą przystawką będzie sałatka, która powinna wszystkim smakować. Mając potrzebne do niej produkty zaczęła ją robić. Pierś z kurczaka pokroiła w paski i posypała przyprawą gyros, po kwadransie usmażyła na oleju. Umyła kapustę pekińską, którą również pokroiła w paseczki, a następnie przełożyła ją do dużego szklanego naczynia i ugniotła dodając szczyptę soli. Świeże ogórki pokroiła w plasterki, a paprykę w paski, cebulę w piórka. Do jogurtu dodała sos koperkowy, majonez i starannie wymieszała zalewając tym wszystkie warzywa. Na wierzchu sałatki ułożyła mięso.
Jak już wszystko było gotowe to nakryła do stołu i czekała na przybycie przyjaciół. Zjawili się punktualnie i byli pod wrażeniem jej kulinarnych zdolności. Wznosili toasty za organizatorkę imprezy i obronę jej pracy. Atmosfera stała się tak wesoła, że zaczęli grać w gry planszowe i towarzyskie. Kilka osób poderwało się do tańca czym zachęcili innych i zabawa trwała do białego rana.
Przyjaciele podziękowali Kasi za miło spędzony czas i stwierdzili, że takie spotkania będą organizować częściej. Trochę zmęczeni, ale w dobrych humorach pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę.

piątek, 12 czerwca 2015

Samotne dzieciństwo

Alicja w wieku 20 lat poznała mężczyznę o którym myślała, że jest to miłość jej życia. Była bardzo zaangażowana w ten związek i oczekiwała od niego tego samego. Po krótkim czasie ich spotkań okazało się, że kobieta jest w ciąży. On nie spodziewał się takiego obrotu sprawy i chcąc uciec od odpowiedzialności bez pożegnania i żadnych wyjaśnień wyjechał z kraju. Ala przez całą ciążę łudziła się, że Jarek do niej wróci, ale niestety tak się nie stało. Dziewczyna zawsze mogła liczyć na wsparcie swojej matki.
Dziewięć miesięcy ciąży minęło bardzo szybko i na świecie pojawił się mały Adrian. Młoda mama nie potrafiła cieszyć się z takiego skarbu, bo myślami była gdzieś indziej. Maleństwem najczęściej zajmowała się babcia, bo widziała, że córka sobie nie radzi. Pewnego dnia zabrała wnuka na spacer podczas, którego odwiedziła swoją koleżankę, a w tym czasie Alicja połknęła mnóstwo tabletek. Gdy wróciła do domu to weszła do jej pokoju i zobaczyła puste pudełka po lekach oraz ją leżącą na podłodze. Niestety na pomoc było już za późno.
Babcia będąc samotną kobietą postanowiła, że wychowa Adriana i da mu dużo miłości, której nigdy nie zazna od rodziców. Chłopiec mając kilka lat lubił bawić się zabawkami i grać w gry planszowe dla dzieci.
Niespodziewanie po 25 latach pojawił się ojciec, który chciał go poznać. Jednak młodzieniec unikał z nim kontaktu, bo twierdził, że jest on dla niego obcym człowiekiem. Mężczyzna nie dawał za wygraną i w końcu udało im się spotkać. Adrian nie ukrywał swojego żalu i był na niego wściekły, że tak postąpił z jego matką. Od tej chwili gdy wszystko sobie wyjaśnili spotykali się coraz częściej i ojciec zaproponował mu pracę w swojej firmie, która zajmowała się ochroną środowiska. Chłopak początkowo się wahał, ale później skorzystał z jego propozycji. W firmie pracowała również jego przyrodnia siostra, która nie darzyła go zbytnio sympatią. Dawała mu do zrozumienia, że nie nadaje się do tej pracy i na każdym kroku próbowała go poniżać. Ojciec będąc świadkiem ich sprzeczek doszedł do wniosku, że tak dłużej być nie może i wpadł na pomysł żeby zorganizować rodzinny obiad. Dzięki temu ich chłodne relacje zaczęły się polepszać i nawet w pracy potrafili podejmować wspólne decyzje.
Po upływie dłuższego czasu kobieta cieszyła się, że ma brata, ponieważ była jedynaczką i zawsze chciała mieć rodzeństwo.

środa, 10 czerwca 2015

Życiowa strata

W jednej chwili Sławkowi zawalił się cały świat. Jego 10-letni syn wybrał się na przejażdżkę rowerową i został potrącony przez pijanego kierowcę. Lekarze walczyli o jego życie, ale mimo ich usilnych starań chłopiec zmarł. Dla małżeństwa była to ogromna tragedia z którą nie potrafili sobie poradzić. Mężczyzna często przesiadywał w pokoju dziecka wspominając momenty jak razem bawili się zabawkami, układali puzzle dla dzieci i grali w gry planszowe. Sławek wraz z żoną zamiast być dla siebie wsparciem to wręcz przeciwnie obwiniali się na wzajem o śmierć syna. Doprowadzało to do kłótni między nimi, które ich od siebie oddalały. Po kilku miesiącach stwierdzili, że nie mogą żyć ze sobą w tak napiętej atmosferze i zdecydowali, że najlepszym wyjściem z tej sytuacji będzie rozwód.
Sławek po tych wszystkich wydarzeniach wrócił do firmy, którą prowadził ze swoim przyjacielem. Mężczyzna korzystał z pomocy terapeutów chcąc złagodzić ból po stracie żony i dziecka. Zawsze mógł liczyć na swojego kolegę, który go wspierał i próbował nakłonić do optymistycznego patrzenia w przyszłość. Gdy upłynęło już sporo czasu to wrócił do równowagi psychicznej i nawet zaczął myśleć o nowym związku spotykając się z dużo młodszą od siebie kobietą. Przyjaciel nie podzielał jego wyboru i tłumaczył mu, że takie kobiety są tylko na chwilę. Jednak on był tak zaślepiony urokiem młodej partnerki i nie zauważał, że ona nie traktuje go poważnie.
Któregoś dnia idąc ulicą zobaczył ją w ramionach innego mężczyzny i od razu zrozumiał, że potraktowała go jak zabawkę. Wieczorem umówił się z kolegą na drinka opowiedział mu całą sytuację i przyznał, że dużo młodsze kobiety nie myślą poważnie o związku tylko chcą się dobrze zabawić i oczekują drogich prezentów.
Sławek przemyślał sobie wszystko i doszedł do wniosku, że narazie chce być sam, poświęcić więcej czasu na prowadzenie interesu, którym ostatnio mało się zajmował, a miłości nie będzie szukał na siłę.

wtorek, 9 czerwca 2015

Rak to nie wyrok

Całe życie pracowała w fabryce jako szwaczka. Wychowali z mężem Adamem dwoje dzieci Tomasza i Agnieszkę. Adamowi koło pięćdziesiątki coś się chyba w głowie poprzewracało, bo znalazł sobie inną o połowę młodszą od niej i się wyprowadził. Nie widziała go od tamtej pory do dzieci czasem dzwonił. Tomek ożenił się i zamieszkał osobno, Aga wyjechała za pracą do Anglii, a ona popadła w jakiś marazm.
Po przejściu na emeryturę przestało jej na czymkolwiek zależeć, nie miała po co wstawać z łóżka, przestała o siebie dbać, sprzątać, a nawet wychodzić z domu. Nie chciało jej się żyć chciała się zabić, ale na to też brakowało jej odwagi, bo stwierdziła, że samobójstwo też trzeba zaplanować i zrealizować. Sąsiedzi na początku pukali do drzwi chcieli pomagać, ale ona udawała, że jej nie ma. Do tego wszystkiego jakiś czas temu doszedł ból, który nasilił się właśnie kiedy odwiedził ją syn. Tomek mimo jej protestów wezwał pogotowie lekarz kobietę zbadał i wypisał skierowanie do szpitala. Żadnej diagnozy jej nie postawił, ale leżenie na onkologii wyjaśniało jej wszystko. Na oddziale była też pani psycholog, która próbowała z Wandą rozmawiać, ale jej rozmowy były bezskuteczne. Któregoś dnia zauważyła, że psycholog rozmawia z jej synem i usłyszała jak mówi, że ona nie może zostać sama, ponieważ cierpi na depresje i potrzebuje silnych leków oraz obecności bliskich.
Wkrótce odwiedziła ją też córka przyjeżdżając z rodziną do Polski i odwiedzali Wandę w szpitalu codziennie. W tym czasie postawili jej diagnozę i okazało się, że jest to nowotwór złośliwy, ale dzięki operacji udało się go usunąć. Po operacji zamieszkała u syna, który miał ją wozić na chemioterapię. Z tego rozwiązania najbardziej cieszyły się wnuki, bo mogły z babcią spędzać więcej czasu grając w gry planszowe, bawiąc się zabawkami i układając puzzle. Niestety w trakcie brania chemii miewała gorsze dni i wtedy nie miała na nic ochoty.
Po zwyciężeniu walki z rakiem Wanda doszła do wniosku, że gdyby nie ta choroba to nadal tkwiłaby w depresji i podziękowała Bogu za to, że znalazł drogę by przywrócić ją do życia.