Rodzice Marcina zapisali go do przedszkola co okazało się niezbyt
dobrym pomysłem, ponieważ miał niską odporność i często chorował.
Wizyta u lekarza za każdym razem kończyła się przepisaniem
antybiotyku, który pomagał na krótki czas. Któregoś dnia umówili
się na prywatną konsultację z pediatrą przedstawiając mu problem.
Po wysłuchaniu ich doktor zasugerował, że najlepszym wyjściem z tej
sytuacji byłby wyjazd nad Bałtyk i to wczesną wiosną, bo wtedy w
powietrzu jest najwięcej jodu, który powinien pomóc wzmocnić
odporność. Taka kuracja powinna trwać co najmniej miesiąc żeby
przyniosła jakieś efekty. Dla małżeństwa ta propozycja wydała się
trochę kłopotliwa, gdyż obydwoje pracowali i w tym okresie nikt z
nich nie dostanie tak długiego urlopu. Kobieta poprosiła o pomoc
swoją mamę, która od roku nie pracowała i chętnie zgodziła się na
wyjazd.
Nadszedł dzień w którym trzeba było spakować chłopcu potrzebne
rzeczy wśród których znalazły się jego ulubione zabawki, puzzle dla
dzieci i gry planszowe. Tata Marcina włożył wszystkie bagaże do
samochodu i wyruszyli w podróż. Pensjonat w którym mieli przebywać
był zadbany i spełniał wymogi dla osób z dziećmi. Babcia wraz z
wnukiem całe dnie spędzali na świeżym powietrzu, bo jego wdychanie
miało być najlepszą terapią dla malca. Wiosną nad morzem nie ma
zbyt wielu turystów, ale udało im się znaleźć dla siebie
towarzystwo. Mama chłopca codziennie dzwoniła pytając jak im mija
pobyt i czy sobie ze wszystkim radzą. Podczas rozmowy telefonicznej
powiedziała, że ostatni tydzień spędzą razem, bo ona bierze urlop i
do nich dołączy. Chciała w ten sposób odciążyć babcię od opieki nad
wnukiem, który był ruchliwym dzieckiem i potrzebował sporo uwagi.
Marcin po tej kuracji zaczął ponownie uczęszczać do przedszkola i
ku uciesze rodziców okazało się, że morskie powietrze było dla
niego najskuteczniejszym lekarstwem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz