Dwudziestotrzyletnia Małgosia miała trzyletniego synka Antosia, którego wychowywała sama, bo jego ojciec okazał się nieodpowiedzialny. Mieszkała ze swoją mamą, która chorowała na serce i z tego tytułu otrzymywała rentę. Kobietom było ciężko wiązać koniec z końcem, ponieważ Małgosia jako sprzątaczka też nie zarabiała kokosów. Za namową matki skontaktowała się z ojcem synka po to aby porozmawiać o alimentach z którymi zalegał. Jednak on nie miał zamiaru ich płacić twierdząc, że nigdzie nie pracuje.
Któregoś popołudnia wybrała się z Antkiem na spacer. Synek prosił ją aby kupiła mu czekoladę, ale ona musiała mu wytłumaczyć, że nie ma na nią pieniędzy. Tej rozmowie przysłuchiwał się starszy mężczyzna, który bez wahania podszedł do nich i dał kobiecie pieniądze na wydatki dla dziecka. Gosia nie chciała ich przyjąć, ale gdy chwilę porozmawiali to przyjęła pomoc. Mężczyzna wyznał, że zostało mu niewiele życia i mając sporo pieniędzy chętnie pomaga innym. Powiedział, że jeżeli będzie potrzebowała pieniędzy to w każdej chwili może do niego przyjść. Małgosia za podarowaną sumę zrobiła porządne zakupy do domu, a chłopcu kupiła "4 pory roku. Fun for everyone" i "Ananasowa twórczość i zjedz burgera". W zamian za to, że mężczyzna był taki hojny Gosia postanowiła go odwiedzać i zaprzyjaźnili się.
Gdy Władysław przeczuwał, że jego życie zmierza ku końcowi to zorganizował spotkanie z ludźmi, którym pomagał Powiedział, że to przez niego ich rodziny wiodły tak ciężkie życie, ponieważ był on komornikiem. W pracy był bez względny i to przez niego zakłady pracy zostały pozamykane. Tym osobom, które udało mu się odnaleźć postanowił zrekompensować krzywdy jakie przez swój zawód im wyrządził. Małgosia dowiedziała się, że to przez niego jej ojciec stracił pracę, ale nie miała do niego żalu o to, że się stoczył. Po jego śmierci kobieta otrzymała w spadku sporo pieniędzy i nie musiała martwić się o przyszłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz